Zawsze zastanawiałem się jak to jest. Ślub. Jedyny taki dzień w życiu. Jak to będzie wybrać tą jedną, jedyną. Na całe życie. I oto jest. Zostało kilkadziesiąt godzin. Myślałem ze stres będzie przeokrutny, a tymczasem
luzik. Pełen luz. Co to oznacza? Co powinienem o tym myśleć?
luzik. Pełen luz. Co to oznacza? Co powinienem o tym myśleć?
Czuję się tak jakbym "szedł po swoje". Czysta formalność. Przecież oboje tego chcemy, jesteśmy razem tyle lat.
Wiadomo, że czasem wkurza mnie tak jak nikt inny i najchętniej wyrzuciłbym ją przez balkon (5 piętro) ale jak powiedział Adam Levine z Maroon5 "She's a pain in the ass, but she's MY pain in the ass. I love her".
I o to chodzi.
Jak dojdę do siebie, napiszę jak było.
Take care. M.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz